Ostrzegają, ale bez efektów, przywykły do spacerujących po stawach i zalewach, ale przecierały oczy ze zdumienia, kiedy na zamarzniętym zalewie pojawił się samochód…Adrianna Szurman:

Stawy, sadzawki, jeziora, zalewy, wszelkiej maści zbiorniki kiedy tylko zamarzną jak magnes przyciągają miłośników ślizgania się na lodzie. O tym, że jest to śmiertelnie niebezpieczna zabawa nikogo przekonywać nie trzeba. Mimo to, woprowcy, strażacy, policjanci i strażnicy miejscy codziennie ściągają z oblodzonych rzek i stawów delikwentów, którzy igrają ze śmiercią. Na Odrze, na stawach, na Małej cegielni i w wielu innych miejscach. Na rzece Oławie pod chłopcem załamał się lód. Dwa dni później w tym samym miejscu pojawiły się kolejne osoby. Do takich widoków służby przywykły, także do tego, że zabronić ani ukarać za wchodzenie na lód nie mogą. Ale oczy ze zdumienia przecierali w Świdnicy. Tam na zamarzniętym zalewie Witoszówka pod osłoną nocy pojawił się samochód. Kierowca kręcił bączki, hulał i cudował ku radości kolegi kręcącego się przy brzegu. Mężczyznę namierzyli strażnicy miejscy. Szybko zjawiła się też policja i próbowała wręczyć mandat 63-latkowi. Odmówił przyjęcia, a sprawą zajmie się teraz sąd, gdzie został skierowany wniosek o ukaranie. Jak tę sytuację oceni wymiar sprawiedliwości, trudno powiedzieć, bo jak przekonuje policja z warmińsko mazurskiego, gdzie co jak co, ale jezior jest sporo i podobnych problemów też, nie ma w polskim prawie zakazu jazdy autem po zamarzniętym jeziorze. Prawo wodne zakazuje jazdy autem w wodzie, ale w wodzie to nie po lodzie. Do sprawy wrócimy.